
Te dni tak szybko mijają, że aż się boję. Pani Ania "zmobilizowała" mnie wpisem na swojego bloga, więc i ja zamieszczam próbkę swego aktualnego dzieła. Chciałabym je bardzo, ale bardzo szybko skończyć, niestety choroba trochę pokrzyżowała mi plany. Zaczęłam borykać się z czymś co ode mnie nie zależy czyli RZS. Mam nadzieję, że kuracja którą zaczęłam przechodzić pomoże i nie powygina mi palców (na genetykę nie ma wpływu!!!). To tyle "biadolenia" nad sobą.
Jesienne klimaty czyli kolorystyka i to co się z nią wiąże jest przepiękne (choć specjalnie za jesienią nie przepadam), ale każda pora roku ma coś w sobie.
Tę dyniuszkę dostałam od moich Rodzicieli i na razie zdobi moje podwórko. Niedługo ulegnie przeróbce "owocowo-warzywnej" i będę się delektowała jej smakiem.

Zrobiłam też nową "witaczową" kompozycję w moim wiatrołapie. Też taki jesienny klimacik.